Ukraińska odpowiedź na k.Siemaszków UPA Zobacz! (953702556)



Sprzedano za: 26,00 zł

Zakończona o 18:23 dnia 19.03.2010 r.

Kategoria: Historia, archeologia
Lokalizacja: Kielce


Zobacz aktualne oferty
aktualne przedmioty sprzedającego

Parametry

Rok wydania (xxxx)
2008

oferta nr 953702556


Opis

Książka ta jest konfrontacją ukraińskich archiwaliów dotyczących wydarzeń na Wołyniu z materiałami umieszczonymi w polskim obszernym dziele W. i E. Siemaszków "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-45". Jest ona nie jako częściową odpowiedzią na wiadomości zgromadzone przez Siemaszków.


W zbiorze tym zamieszczono wspomnienia mieszkańców rejonu kiwerckiego (obwód wołyński) o wydarzeniach ukraińsko-polskiego wzajemnego przeciwstawiania się w latach 1938-1944. Są one rozmieszczone zgodnie z alfabetyczną listą zaludnionych punktów, którą na ten czas dysponowali autorzy – słowa autora książki.

Końcowy komentarz o przebiegu i wyniku konfliktu dotyczy każdego opisywanego zaludnionego punktu i jest wynikiem zebranych wspomnień, a także zeznań innych osób (ówczesnych mieszkańców miejscowości, albo sąsiednich). W zbiorze znalazły się zarówno wsie, w których rozegrały się te wydarzenia, jak i stacje kolejowej, zaścianki, kolonie, leśnictwa, majątki, miasteczka, osady, oraz folwarkowi. Łączna ich liczna to 275, każda oddzielnie opisana.

Autor w tej pracy powołuje się wyłącznie na źródła w postaci zeznań świadków mieszkańców ukraińskich tamtych miejscowości, które zostały spisane najprawdopodobniej już po 2000 roku. Co do ich wiarygodności, a nawet istnienie nie ma pewności.

Książka ta jest, jak duża większość ukraińskich publikacji na ten temat, próbą wypaczenia historii i niewiarygodnego kłamstwa, ale przedstawionego w tak szowinistyczny i nieprawdopodobny sposób, że czytelnik obracający się w tym temacie, czytając tą książka od samego jej początku do zakończenia, przeżywa swego rodzaju wstrząs. Nie mówiąc już jakie spustoszenie tego typu publikacje wywołują w głowie młodego czytelnika – dla polskiego odbiorcy mało orientującego się w temacie będzie to swego rodzaju „pranie mózgu”, natomiast dla odbiorcy ukraińskiego – klarowny przykład podjudzania do nienawiści i wrogości wobec narodu polskiego. Cała książka to transparentny przykład jak umiejętnie z ofiar robi się bezdusznych morderców, a z barbarzyńskich katów - niewinne ofiary.


Dlatego książkę polecam przede wszystkim osobą, którym temat ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów jest bardzo szeroko i gruntownie znany. Osobą, które poświęciły temu zagadnieniu wiele czasu i zrozumienia, oraz osobą które nie są podatne na redakcyjną manipulację faktami.


Aby ukazać czego można się spodziewać po rzetelności tej książki poniżej przedstawiam dość obszerny fragment wstępu napisany przez ukraińskiego autora tej pracy:


Słowo wstępne
Niektóre fragmenty tekstu zostały pogrubione przeze mnie w celu ukazania najbardziej skrajnych słów autora.



Już ponad 60 lat – taki czas dzieli nas od tragicznych wydarzeń ukraińsko-polskiego przeciwstawiania się. Starsi ludźmi odchodzą w wieczność, Ci sami w oczach których na zawsze odbijała się krwista maszkara. Ono staje się przedmiotem badania historyków, którzy mają za zadanie jak najlepiej przeanalizować przesłanki, przebieg i skutki.

Mówią, że czas leczy?.. Rzeczywiście, rozbrzmiewają głosy: «Po co poruszać przeszłość? Zapomnieć jego - i basta!» Ale to nie udaje się. Nie da się postawić kropki na rodzinnych przekazach, opowieściach świadków, mimo że obrastają one legendami, które nie zawsze odpowiadają prawdzie. Tak jest u nas na Wołyniu i, tym bardziej - w Polsce. Tam aktywnie działają ziomkostwa, powiązane z tzw. «wschodnimi kresami», do ich włączają i Wołyń, a ich członkowie celowo szerzą w społeczeństwie, przede wszystkim wśród młodzieży, daleko nie obiektywną informację o współżyciu i stosunkach Polaków z Ukraińcami w tym czasie.

Przy poparciu tego środowiska, a także kancelarii prezydenta kraju wydano dwutomową książkę W. i S. Siemaszków «Ludobójstwo Polaków na Wołyniu, dokonany przez ukraińskich nacjonalistów». Bazuje ona na znajdujących się w polskich archiwach wspomnieniach Polaków, którzy podczas hitlerowskiej okupacji przebywali na Wołyniu, i doniesieniach inspektoratu Armii Krajowej, która działała wśród ich. O wysokość oceny dwutomowego wydania w Polsce mówi taki fakt. Autor tej książki był świadkiem rozmowy historyków Ukrainy i Polski, kiedy polski historyk rzucił: «Jakże z wami w ogóle można prowadzić dyskusję, kiedy nie macie swoich «Siemaszków»?!»

Przykry, że podobna książka jest nieobecna na Ukrainie. To duża niedoróbka ukraińskich historyków, mimo wszystko to jest niesprawiedliwe dla niniejszych okoliczności. Chociażby dlatego, że w płomieniu konfliktu Ukraińców zginęło orientowano w 4-5 razy więcej, aniżeli Polaków. Dlatego książka W. i E. Siemaszków stała się nielichą podnietą i dla ukraińskich historyków, zagłębiono podjąć się opracowania tematy.

Proszę zwrócić uwagę, że autor w przedstawianym żarliwie stara się zszargać rzetelność książki Siemaszków i obrzuca ją błotem, ale jednocześnie bardzo ubolewa nad tym, że podobne dzieło jest nieobecne wśród Ukraińców.

W szczególności, stale powtarzane są takie «fakty», które niby miały miejsce: w ukraińskich cerkwiach święciło się noże, którymi szło kroić się Polaków, ukraińskie dziewczyny łapały polskich ludzi i «obcinały im różne części ciała»; ile to razy «obiektywnie konstatuje się»: ukraińscy zabijali swoje dzieci tylko za to, że pochodzili oni od Polaków, ukraińskie dzieci – kijami zabijały swoich nauczycieli-Polaków, i w ogóle omal nie rodziły się z instynktem niszczyć Polaków. Twierdzi się, że «ludobójstwo Polaków na Wołyniu jest dokonane na dużą skalę (szerokie rzesze) tamtejszych Ukraińców, nie tylko bojownicy UPA «banderowcy» ale także tysiące zwyczajnych chłopów, pomagało w dobijaniu, podpaleniu, zwłaszcza w rabunku masy kobiet, nastolatków, a niekiedy nawet dzieci.
Jest tutaj zebrany negatywny potencjał na tyle potężny, że daje przeciwległy efekt: rodziła się nieufność do takich nieludzkich «zdolności» całego ludu. Naturalnym stała się chęć sprawdzić, a czy to wszystko jest potwierdzone naukowo – w oparciu o dokumenty i prawdą.

W związku z tym

Okazało się, że i po dziesiątkach lat w każdej wołyńskiej wsi można jeszcze znaleźć współczesnych mieszkańców, którzy pamiętają, jak było naprawdę. Tak, nie raz oni potwierdzają to, że znają książkę W. i E. Siemaszków ze wspomnień polskich kolonistów, podziwiają wyjątkową doskonałość szeregu świadczeń, ale oj jak często kategoryczne mówią: «A to już nieprawda. W rzeczywistości stało się tak...» Przy czym istnieje możliwość przepytania innych ich rówieśników, mieszkańców różnych kącików wsi...
Na podstawie ukraińskiej narodowej pamięci stopniowo zaczął rozjaśniać się stopień wiarogodności «źródeł», wykorzystanych w książce W. i E. Siemaszków i w szeregu innych naukowych z wyglądu polskich wydań. Razem z tym otworzył się nieznany, zarówno dla ukraińskiego dziejopisarstwa jak i dla obecnego ukraińskiego społeczeństwa, prawdziwy rozmach tragedii, na której ukryciu widocznie komuś z zamieszanych zależało, aby nie było konieczności przepraszać [ironia.

Nie mogła nie pojawić się naturalna chęć powtórzenia podobnego wyczyny jak polscy historycy: zebrać świadczenia o wydarzeniach konfliktu w każdym, istniejącym w 1943 roku zaludnionym punkcie byłego Wołyńskiego województwa, aczkolwiek zlikwidowanego jeszcze w październiku 1939 roku. Zmuszała do tego nadzwyczajna, niekrytyczna wysokość oceny dwutomowego wydania w Polsce, że otrzymał szereg nagród. «Nikt (czyli Ukraińcy) - czytamy w jednym z artykułów człowieka z naukowym stopniem, - nie zmoże mieć wątpliwości co do jej rzetelności. To - definitive work (wyczerpująca praca) w sensie «najlepszego i obiektywnego badania tematu». Pewne, starał się mężczyzna przekonać chociażby siebie.

Więc minęło 60 lat, ale i na Wołyniu podobne wydanie, czyli uporządkowane według zaludnionych punktów byłego województwa (obecnych trzech obwodów) i reszty historycznego ukraińskiego Północnego Zachodu - pragnienie obiektywizmu, który jeszcze może być. Przy czym jest sens uniknąć jednostronnej poglądu Siemaszków - podać informację o zgubie nie tylko Ukraińców, a i polskich sąsiadów. Przecież często mordy były wzajemnie powiązane - jak zemsta (ze strony jednej czy z drugiej). Polacy na służbie u hitlerowców nie raz w takim wypadku stosowały hitlerowską regułę: za jednego Aryjczyka - pięć, albo i dziesięć Ukraińców.

U ukraińskich zbieraczy są dodatkowe trudności. Jeśli W. i E. Siemaszkowie korzystali głównie ze wspomnień, skoncentrowanych całym szeregiem w państwowych instytucjach i społecznych organizacjach w ciągu 60 lat, to w Ukrainie – to tylko początek takiego zbioru.

autor wskazuje, że archiwalia ukraińskie są nie porównywalnie bogatsze w materiały źródłowe na ten temat niż archiwalia polskie. Oczywiście to bzdura i fałsz. Gdyby tak było, to do dnia dzisiejszego, ukraińskie wydawnictwa pracujące w ostatnich latach na ogromnych obrotach zasypałyby swoje społeczeństwo takimi tytułami. Jednak takowych wzmożonych ukraińskich wydań dotyczących „zajść” na Wołyniu nie ma zbyt wiele, z prostego powodu… bo ludobójstwo dokonane na Polakach przez Ukraińców jest niezaprzeczalnym faktem, którego ukryć się po prostu nie da, natomiast sytuacji odwrotnej nigdy nie było

Przy, czym do realizacji tego celu, należy pokonywać «zachowany» lęk przed «Polakiem, który przyjedzie i zabije», alb przed «KGB, któremu swego czasu, rzeczywiście, prawda była zbędną. Niemałą jest obojętność jakichś, niby «patriotów», którym potrzebne są wskazówki jak postępować.
[…]

Zebrane wspomnienia współczesnych mieszkańców pozwalają inaczej, aniżeli to podawało radzieckie dziejopisarstwo, podejść do oświetlania ukraińsko-polskiego konfliktu. Rzućmy okiem na poprzednie XIX stulecie. Były lata, - piszą świadkowie, - kiedy po reformie 1861 roku wołyńskie drogi kłębiły się kurzawą, którą sunęły furmanki, ładowne skarbem, który przeważnie składał się z grona dziatek. To śpieszyli dostać się do nowego miejsca pobytu niemieccy chłopi, którzy kupili u polskich ziemian Wołynia tanią ziemię pod zagospodarowanie. Droższe jaśniepańskie czarnoziemy kupowali Czesi. Tak czy inaczej, ale miejsce było dla wszystkich, komu chciało się żyć i pracować na Wołyniu. Czy ktoś słyszał o międzynarodowych nieporozumieniach w tamtych czasach? ich nie było.

To mogłoby trwać i w latach 1942-1943. Gdyby nie dwa dziesięciolecia przed tym!.. Polski mocarstwowy szowinizm narzuconej władzy, która z niemożliwą uwziętością twierdziła, że «Wołyń to polska ziemia» i Ukraińcy to - ludzie drugiego gatunku, była to dla ukraińskiego ludu Zachodniej Ukrainy w ciągu tych lat najgorsza lekcja nacjonalizmu.

Autor krótko i zwięźle wyjaśnił skąd pochodził ukraiński nacjonalizm… i już mamy przyczynę wszelkich przyszłych nieszczęść jakie spadły na … no właśnie, chyba należy powiedziec na naród ukraiński

Nieuniknione zaostrzenie ukraińsko-polskich stosunków narastało. Wzrost antagonizmów powstrzymał wybuch II wojny światowej: rozpad polskiej armii po napadzie hitlerowców na Polskę, przyjście Czerwiennej armii w wrześniu 1939 roku. Totalitarny reżim radzieckiej władzy, jego represyjne zachowania zarówno przeciw ukraińskiej, tak i polskiej ludności Wołynia przygasiły szowinistyczne ambicje przywiezione z kraju "urzędniczego" (czyli z Polski)

Według autora Wołyń nawet za czasów II RP formalnie nie zaliczał się do Polski.

Polska policja w ogóle pozostała bez pracy - na jej miejsce hitlerowscy okupanci wzięli młodych pracowitych Ukraińców.

W ukraińsko-polskich stosunkach pojawiła się nowa sytuacja: Polacy przestali być uprzywilejowaną mniejszością. Ukraińska większość nabyła z nią pewnej «równości». Co więcej, najwięksi łatwowierni z Ukraińców w ciągu pierwszych miesięcy po przychodzie hitlerowców mogli cieszyć się iluzją «tworzenie Ukrainy», która wprawdzie, sprowadzała się do organizacji wiejskich zarządów i «poczesnej» służby bezrobotnej młodzieży w «pomocniczej» policji.

W polskich ośrodkach-koloniach na ten czas przechodzi w niepamięć narodowa katastrofa września 1939 roku. Rozpoczyna się zbiór broni, przygotowanie młodzieży do przyszłej walki o odbudowę Polski, do której powinien należeć Wołyń. Polscy koloniści, niedawno «słupy państwa na kresach», z zazdrością odnoszą się do «obdarzonych» Ukraińców «równouprawnieniem w bezprawiu». Zdaje się im, Ukraińcy mają trochę za dużo. A ponieważ w obu narodowych środowiskach nosi się doskonały cel - budowa właśnie swojego państwa, to (na radość wspólnemu okupantowi) do wspólnoty nie dochodzi.

Tymczasem policja-ukraińska stają dla hitlerowców «głównym bólem». Nie tylko dlatego, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów zsyła tam swoich ludzi, byle uczyły się władać bronią. W zdecydowanej większości Ci Ukraińcy uświadamiają sobie niepoprawność służby okupantom: Ci (hitlerowcy) natomiast wykorzystują ich do haniebnego transportowania żydowskiej ludność do miejsc eksterminacji, do płacenia naturalnego podatku-kontygnenty, czy wyłapują młodzież po rodzonych wsiach do przymusowej pracy w Niemczech.
Policja ukraińska starają się namawiać swoich ziomków. Dzięki temu wzbudzają zaufanie u hitlerowców. W ich środowisku żywiołowo i wszędzie gotuje się decyzja porzucenia nienawistnej służby u najeźdźcy. OUN sprzyja temu, urządza im zorganizowane przejście «w las» całymi pododdziałami razem z całą istniejącą bronią. Tam stają się jądrem, dookoła którego formują się pierwsze działy Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Należy podkreślić, że zachowania policji ukraińskiej uważnie obserwuje jeszcze jedna siła - czerwoni partyzanci. Ich dowództwo było zwabieniem zbiegów do siebie. Jednak wołyńska młodzież poszła w UPA. Dzięki temu otrzymała piętno «przekupnych niemiecko-ukraińskich nacjonalistów».

Właśnie od chwili ucieczek policjantów ukraińskich od hitlerowców zaczęły płonąc pierwsze polskie kolonie. Niektóre zabudowania były rozproszone często wśród leśnej miejscowości i w ciągu szeregu poprzednich lat nie doznały od otaczającej ukraińskiej ludności żadnej napaści. Kto to robił?.. Pytanie jest ważne jak dla polskich, tak i dla ukraińskich historyków. Znanymi są twierdzenia świadków, że podpalacze, jak i pierwsi mordercy niewinnych polskich mieszkańców, rozmawiali w języku ukraińskim. Jednak znamy też i to, iż rzuceni na spadochronach czerwienni partyzanci studiowali miejscowe ukraińskie rozmowy, a archiwa Rosji, w odróżnieniu od niemieckich, na tę porę niedostępne są dla badaczy z niezależnej Ukrainy. Pewnie, jest co ukrywać?.. Przynajmniej, odtąd na nowy punk widzenia zasługuje działalności OUN i to jak rodziła się UPA. Niezależne dążenia Ukraińców przysługuje tak jak jednym, tak i innym «gościom» na wołyńskiej ziemi.

Swoją fantazją autor czasami przekracza granicę ludzkiego rozumowania. Tak więc dowiedzieliśmy się, że polskie chaty płonęły w wyniku podpaleń przez Rosjan, którzy byli gruntownie przygotowywani do tego zadani, nawet uczeni języka i dialektu ukraińskiego. No i oczywiście wielce dobroduszne zdanie autora, że w latach II wojny światowej dążenie do niezależności przysługiwało nie tylko odwiecznym, pełnoprawnym właścicielom ziemi wołyńskiej, ale także jej „gościom” – czyli Polakom.

OUN w odróżnieniu do polskiej Armii Krajowej, która wówczas rozpoczęła działalność wśród polskich ośrodków na Wołyniu, była słabowitym powstańczym kształtowaniem, które tworzyły się z niedoświadczonej w wojskowej sprawie wiejskiej młodzieży. OUB było nie do przeciwstawiania się polskiej «samoobronie», gdzie organizatorami zostali oficerowie niedawnego polskiego wojska.
Teoretycznie możliwym był związek między nimi przeciw «imperializmowi» dwóch potężnych przybyszy, oba miały już możliwość rozewrzeć prawdziwą twarz zarówno przed ukraińską, tak i polską ludnością. Ale to nie było w interesach najeźdźców. A oni mieli środki, byle na sytuację umiejętnie wpłynąć. Do Łucka i Kiwerca hitlerowcy przerzucają szkolony batalion policji «sz.202», które żołnierze rozmawiają w języku niemieckim, a także i polskim, dlatego w oczach Wołynian, zazwyczaj, zdają się Polakami. Ich wykorzystuje się do prześladowania ukraińskich powstańców.<.b> Co więcej, na miejsce Ukraińców hitlerowcy śpiesznie nabierają nowy skład swojej «pomocniczej» policje teraz wyjątkowo z Polaków i najpierw zlecają im - prześladowanie rodzin zbiegów ukraińskich. Z lasu takie zachowania «widać». Ich skutkiem staje się zemsta na rodzinach świeżo upieczonych pomocników. Polskie zabudowania palą się. Hitlerowcom, i nie tylko im, zostaje zacierać ręce: pokoju między dwiema narodowościami na Wołyniu nie będzie...

Kolejne znakomite wytłumaczenie i uzasadnienie przyczyn rzezi na Wołyniu. Na wszystko wytłumaczenie się znajdzie, tak jak za cara zawsze się znalazł się powód.

Polskie rodziny śpiesznie zbierają się do większych ugrupowań, gdzie znajdują się zbrojne grupy Armii Krajowej, wyposażone w broń, otrzymaną od hitlerowców - na tzw. placówkach. Więc chociaż polscy żołnierze walczą przeciw hitlerowskim najeźdźcom Polski, ale od «równowagi» nie rezygnują. Na terenie kiwerckiego rejonu dzięki temu pomyślnie trzyma się placówka w kolonii Przebraż. Banalnym wygląda tłumaczenie jej komendanta, że niby naiwni hitlerowcy nie wiedzą, że u nich «pod bokiem» istnieje liczebnie uzbrojone ugrupowanie. Przecież, gdyby go nie było, im korzystnie byłoby takie właśnie ugrupowanie stworzyć, żeby mieć posterunek przeciw nieprzyjacielom, którzy zabrali im znaczne terytoria, przestały nadchodzić podatki - ukraińskich powstańców. Hitlerowcy mając Przebraż mogli powierzyć go Polakom, że się tam zbierali.

Polski komendant chwalił się w swojej książce «obronnym pasmem», którym było otoczono placówka. Przeciw komu? Przeciw innym hitlerowcom? Czy przeciw takich samym wiernym rodakom, którzy byli gotowi poratować przy potrzebie, czerwiennych partyzantów? Zazwyczaj nie, choć «historia obrony Pszebraża jest częścią historii polskiego ruchu oporu przeciw faszyzmowi»(!) Podaje się uściślenie: «faszyzmowi, który zdobił Trójząb», i między nim i niemieckim, niby, «nie ma najmniejszej różnicy», bo to - «szowinizm». Pisze te rzeczy człowiek, który stawała na czele zbrojnej watahy pochodzących z całej Polski, które, jednak, na swoim sztandarze zamieściły hasło: «Nie damy ziemi, skąd nasz ród!»

Trzeba mieć tupet aby odważyć się tak na manipulowanie słowami, żeby obronę rodzicielskiego domu od grabieżców wołać «faszyzmem» i «szowinizmem», a rozbój przybyszy - «polskim ruchem oporu!».

Tutaj chodzi o tzw. „obronę Przebraża” o której wyjątkowo rzetelnie można przeczytać na polskiej wikipedii. Polecam ten artykuł przeczytać przed dalszym kontynuowaniem czytania tego wstępu. „Tupet”, „szowinista” itp. na określenie tego autora do bez dwóch zdań komplementy, nie istnieje jeszcze chyba taki wyznacznik i słowo aby scharakteryzować perfidię niektórych ludzi ukraińskiej nauki. I oczywiście w zdaniu nie obyło się od „przybyszy” na określenie Polaków, mieszkańców przedwojennego i wojennego Wołynia. A tak a propos, niejednokrotnie spotykałem się z tym określeniem na polskich mieszkańców terenów aż po Zamość i Lublin. Zresztą ciężko spotkać Ukraińca, który nie sądziłby że te tereny bezdyskusyjnie są Ukraińskie, a Polacy aktualnie je, tak jak kiedyś Lwów, Tarnopol, Stanisławów po prostu okupują”.

Przeciw komu, dla czego ten «opór» został podjęty? Wszakże otaczająca pokojowa ukraińska ludność jak w poprzednie lata, tak i w czas istnienia ukraińskiej policji nie podjęło żadnej próby napadu na polskie kolonie. Chociażby dlatego, że było bezbronne przed nieuniknionym odwetem. Jeśli czasami przytrafiła się tragiczna za skutkami «wyprawa na Przebraże», to tylko dlatego, że niemożliwie było dalej cierpieć terror akowskiej «samoobrony», który stał się niekończącym łańcuchem grabieżczych napadów na ukraińskich sąsiadów.

Kilka czy, być może, kilkanaście tysięcy zbiegów na placówkę w k. Przebraża potrzebowały jedzenia. Zostawało jedno - zdobyć ich po ukraińskich wsiach. W warunkach międzynarodowego pokoju osiągnąć to można byłoby, nie tylko ciągiem ochronnych pasm. Ale na zasadzie dobrych stosunków sąsiedzkich! Ależ przecież nie pozwalał na to nawet napis na sztandarze (Nie rzucim ziemi skąd nasz lud!), a ponadto - kokietowanie zarówno z hitlerowcami, jak i zarazem z czerwiennymi partyzantami. Na placówce, współczesna polska polityczna ludność rozkazywała ściśle nie widzieć suwerena otaczającej ziemi - ukraiński lud. Można to jakoś wybaczyć politykom w Berlinie, Moskwie czy Londynie, ale jak - tym, którzy przebywali obok.

Trwało bezmyślne wykonanie rozkazów przez Polaków za każdą cenię - palenie wsi, eksterminacja, niby zwierza, złapanych «krajowców». Stosowała się cała zbrojownia owego, że z czasem otrzymało nazwę «oczyszczania terytorium». Miał miejsce nawet jeden znany z czasów podboju Afryki odłów młodzieży do sprzedaży: w wołyńskich umowach - na niewolnika nie za ocean, a przyjacielskim hitlerowcom dla załadowania do Niemiec. Przecież przeciw samym Niemcom, chwalił się H. Cybulski, «polski ruch oporu>> z Przebraża dokonał tylko jedną «akcję»: opanowano i z porachunkami zabito siedmiu hitlerowskich żołnierzy, nadesłanych z Trościaniec do zbioru urodzaju zboża na polach Ukraińców, - przyjaciele w Przebraże oburzyli się działaniem «konkurentów» (ironia jakoby Polacy na działanie Niemców mieli się oburzyć.

To, kto żołnierzy rozstrzelał i zawiózł trupy do Kiwierca też przedstawia się inaczej niż uważa to Cybulski, dlatego wytłumaczę: wszystko to dokonali złowrodzy ukraińscy powstańcy.Taką, według zeznań samego komendanta placówki, była pierwsza i ostatnia «akcja» akowskiego ugrupowanie w Przebrażu przeciw hitlerowcom. Tylko jedna za wszystkie lat «oporu»! Natomiast przeciw bezbronnej ukraińskiej ludności otaczających wsi odbyły się dziesiątki i dziesiątki pogromów wypraw, w których od rąk najeźdźców zginęły setki dzieci, kobiet, starców... Wszyscy Ci niewinni to «faszyści», przeciw którym rzeczywiście walczyły bojownicy z placówki.

Największym krwawym zajściem będącym zaostrzeniem stosunków ukraińsko-polskich przeciwstawiania się w 1943 roku stał się pogrom na terytorium kolonii Józefów polskich uczestników tzw. wyprawy do Przebraża. Z punktu widzenia mieszkańców ukraińskich wsi to był wymuszony krok, określony nieustannymi grabieżczymi napadami Polaków z Przebraża. Dokonał jego dział UPA na prośbę biedujących. Przez urodzajne otaczające wsie, szły karawany bandytów (chodzi o bandytów polskich, które grabiły rodzicielski dom, uśmiercały wszystkich, kogo z mieszkańców ukraińskiej wsi napotkali (Opis boju czytacz znajdzie w tej książce we wspomnieniach świadków - wspomnienia w załączniku).

Minęło dużo czasu. W uporządkowanym kosztem obecnego polskiego państwa miejscu w okolicy s. Gajowie, powstał pomnik, który ma nazwę - «Polski wojskowy cmentarz».
Ale, jak pisał w liście do kiwierckiej administracji 25.10.2001 r. rektor Wołyńskiego państwowego uniwersytetu im. Łesii Ukrainki i identycznie potwierdził listem 5.11.2001 r. doktor historyczny, docent katedry nowożytnej historii Ukrainy ВДУ М. М. Kucierepa, "upokorzeni" nie ślubowali wojskowej przysięgi, czyli «nie można ich uważać za podlegających obowiązkowi służby wojskowej». Z ówczesnym prawnym statusem w warunkach nieobecności polskiego państwa, to byli obywatele polskiej narodowości na terytorium okupowanym przez ZSRR. Dlatego autorzy obu listów wyciągneli wniosek: «jednoznacznie nazwać cmentarz «Polskim wojskowym cmentarzem» nie ma podstaw».
Po 9 dniach (!) z ВДУ pod adres wiejskiej głowy w c. Jezioro przyszedł następny list p. M. M. Kucierepa, w którym wskazuje on (po uczestnictwie w dwóch seminariach w Warszawie) że w Polsce twierdzi się całkiem odwrotnie: «wskutek dodatkowego studiowania problemu» są tu niby pochowani «uczestnicy ...partyzanckiej brygady «Grunwald», 27-j Wołyńskiej dywizji piechoty Armii Krajoweji innych wojskowych i para militarnych formacji».

A to - nieprawda. Na terytorium tego rejonu, tym więcej żadne inne polskie formacje, żadnych bojów nie prowadziły. Tam, w miejscu bojów, należy szukać ich groby tropicielowi z ВНУ. Więc, pewnie, miały rację p. Oliekseniuk i p. Kucierień właśnie w swoich pierwszych identycznych listach, uważając: «Nazwać cmentarz «Polskim wojskowym cmentarzem» nie ma podstaw». Oczywiście, uzasadnioną będzie nazwa «Cmentarz cywilnych obywateli ZSRR polskiej narodowości czasów drugiej wojny światowej».

A gdzie znaleźli wieczny odpoczynek ukraińscy uczestnicy wydarzeń w tym rejonie, których wymordowanych było do dziesiątek razy więcej?.. Dobrze byłoby, gdyby na porosłych trawą niepamięci wiejskich grobach... Ale po pogromie (dokonanym przez Polaków) ; uczestników «pochodu na Przebraż» pod koniec sierpnia 1943 r. dostępu do zwłok krewni nie mieli - teren został «strefą operatywnych działań» akowców z placówki. Polacy przysypali ich ziemią, i zwalili trupy do dołów. Gdzie one są, nikt nie wie. (ja wiem…. umierają w spokoju w chatach na wołyńskiej ziemi)

Po wojnie tu pogospodarował buldożer, nadesłany z pobliskiego kołchozu. Teraz - i buldożer umarł.

Ostatnio, odeszła w wieczność babcia, ówczesna dziewczynka z Mikowa, która opowiadała że jak szła przez uroczysko Józefina, to polskie dzieci z daleka krzyczały iż: «Banderówka! Chodź tu, zobaczysz, gdzie banderowcy powinni leżeć>>.

Rodziny poległych, jeszcze do dziś dnia od tragicznego powojennego czasu, nawykły opłakiwać zabitych po cichu. Gdyby nie przyszli przestępcy na rodzoną ziemię - nie było i by potrzeby podejmować na nich rękę dla obrony przodka domu, rodziny, własnego życia...

przestępcami autor określa Polaków, których gdyby nie było na „rdzennej ziemi ukraińskiej” toby żyli może do dnia dzisiejszego, niestety „skądś” się niestety tam wzięli – kolejne znakomite wybitnie inteligentne uzasadnienie problemu

Zwłoki mają prawo do pogrzebu z prawami chrześcijańskiej religii. W następnych latach niezależności Ukrainy, wierzymy że nasze społeczeństwo poprowadzi poszukiwanie zwłok, uporządkowywanie grobów, opieczętowywanie mogił. A na owym miejscu, gdzie, mimo wszystko, ujawnimy zwłoki Wołynia i lwowskich junaków, którzy na wezwanie wielkiej idei pełni poświęcenia przyszli z pomocą, uda się postawić chrześcijańskim obyczajem Krzyż bólu.

Mamy, pamiętać: w 1938-1944 na terenie jednego tylko kiwierckiego rejonu z grona tylko cywilnych obywateli zginęło nie mniej 1250 Ukraińców, co dokumentuje się wspomnieniami świadków wydarzeń. Z tych osób, Polacy z placówek wybili nie mniej niż 747 osób. W tym samym czasie Polaków od rąk upowców zginęły 138 osób, 55 - to ofiary kryminalnych przestępstw, 33 - niewiadomego statusu. Więc, Ukraińców, poległe od Polaków z 5,5 raza więcej aniżeli polaków. Charakterystyczny, że hitlerowcy, własowcy i Węgrzy zabili 307 Ukraińców i 40 Polaków, czerwiennych partyzantów - 174 Ukraińców i 4 Polaków. Żydów na terytorium rejonu zginęło za świadczeniami, które bardzo przybliżone, nie mniej 3200 osób.

Każde przed czasem utracone życie - to tragedia. Dla każdego mordercy uniewinnienie nie może być. Nam, które żyjemy przez sześć dziesiątków lat po tej biadzie, zwłaszcza wyrazistym staje wysokie, mądre przykazanie: «Nie zabijaj!» Temu powinny służyć nasza pamięć, zebrana na tych stronach, i Krzyż, na który, mimo wszystko, potrafimy. Stanie on nie jak symbol zemsty, a jak wezwanie do mądrości, potrzebnej dla współżycia naszych narodów-sąsiadów w przyszłości w warunkach równouprawnienia i zgody.

Autor


Tak więc tak jak wspominałem na wstępie, ewidentne przeciwstawienie wydarzeń, które należy zgodnie z wytycznymi ukraińskiego poglądu scharakteryzować: „żadnego ludobójstwa a nawet mordowania Polaków nie było, to właśnie Polacy dopuścili się barbarzyństwa i zdziczenie dokonując ludobójstwa Ukraińców na ich własnej od niepamiętnych czasów ziemi”.



Sposób przedstawiania i opisywania poszczególnych miejscowości wołyńskich (łączna ich liczba to 275), został przedstawiony poniżej na dwóch przykładach (są to jedne z krótszych opisów):



Адамів (Adamów) kolonie I, oraz Адамів (Adamów) kolonia II

Używane takie nazwy jak: Adamówka I i II lub Adamówka-Susznica

Nie istnieją. Teraz terytorium s. Kotów.

Świadczenie złożyli: Grzegorz Dikun Dieontijowic ur. 17.04.1921, Diak Iwan Nestorowic ur. 15.02.1924 - współcześni mieszkańcy sąsiedniego s. Kotów.

Zaludnienie omawianych punktów: Adamówka I – do 21 osób, Adamówka II - 1 rodzina. Żyły tutaj równo Niemcy i Polacy.

W 1940. Niemców ewakuowano do ojczyzny.

Polscy mieszkańcy zawczasu, jeszcze w środku czerwca 1943 r., udali się do placówki w Przebrażu. Został jeden uzbrojony furtian bezludnych budynków. Ukraińców sąsiedniego Kotowa z zainteresowania przychodzili to podziwiać – zdarzyło się im ratować się ucieczką.

Z czasem upowcy spaliły zabudowania kolonii. Wyjaśnieniem było: byle Polacy nie powinni do czego wracać.

W 1944 r. polscy mieszkańcy kolonii wrócili do ojczyzny.

W ciągu 1938-1944 lat międzynarodowego przeciwstawiania się ofiar żadnych nie było.

Za S: nieobecność żadnej informacji o losie Polaków, które w 1943 r. żyli tutaj.



АлексанЬрівка (Aleksandrówka), kolonia

Nie istnieje. Obecnie terytorium с. Муравище.

Wspomnienia: Biesarabciuk Antoniny Łucjanowicz ur.21.11.1930r - współczesnej mieszkanki stycznego с. Муравище (także inna zazwa- Гавчичі).

«Ja, Antonina Łucjan Biesarabciuk opowiem o Aleksandrówku tak. Do jej od naszej chaty było mniej kilometra. Chat dziesięć tam było. Ukraińska - jedna chata. Kasza Mikołaj tam żył. My Z tamtejszymi Polakami dobrze żyliśmy. Nie znam, czy tak rodzinie żyły, jak my z nimi. Prawda, było wśród ich parę takich osób, że stawiały siebie: «Że to my!» Stawiały czego? Bo przyjaźniły się z Niemcami, miały zło na Ukraińców. Tak i poszło. Za czas wojny nikt nikogo tam nie zabił, nie paliw. Jak nasza wieś w 43 roku płonęła, to przez kolonię przejeżdżałam, widziała: wszystkie ich chaty stały. stały. Jeszcze jabłka darliśmy u Koszyckiego Jana, bo w naszej wsi to dym oczy wyjadał. Wieś że nasze wszystko spłonęło. I ile osób wówczas Polacy wybili!

* Tu dalej wszystkie dokumenty podają się według oryginałów» bez stylistycznych poprawień. [[przypis na marginesie od autora]].

Kto potem za Polaków w Aleksandrówce w swoich chatach dalej siadywał?, ktoś wybrnął na Mikołaiwka w sąsiedztwie. To razem było - Mikołajewka i Aleksandrówka.
A jak po wojnie Polacy z Aleksandrówki odjeżdżali do Polski, to jeszcze mój tata ich podwoził do rampy, do wagonów.
Owo, że mówią, niby mord Polaków w Aleksandrówce był, - nieprawda. Tego nie było. Tylko - jednego Polaka, kazali. Jak nas już we wsi nie było. Rodzina jego Szkurłat. Stary dziad był. Czy on był zabity, czy umarł - Bóg jego zna. Nie mogę udowodnić. A przy nas nikt Polaków nie zabijał, wszystkie chaty nie paliw. Spalono 2 czy 3 chaty wszystkiego. A inne po wojnie rozebrali».

Świadczyła również Ciepluch Irena Fiedoriwna ur. 3.01.1934r., Biesarabciuk Daniło Adriowicz ur. 9.03.1934r., - mieszkańcy sąsiedniego Гавчичі (dzisiaj Муравище) .

Według świadków, mieszkało 10 rodzin polskich. Według innych danych w 1940r. – 119 osób.

O mordzie 5 Polaków w marcu i maju 1943 roku świadkowie nie słyszeli.

Informacja o zgubie 25 Polaków (S. 1524 u Siemaszków i inne) budzi wątpliwość z trzech przyczyn:
1) mieszkający 1 km od Aleksandrówki, świadkowie nie przypominają jakiegokolwiek faktu mordu Polaków w niej;
2) twierdzenie o ówczesnym spaleniu zabudowań Polaków jest całkiem nieprawdziwe, dlatego wprasza się wniosek: informacja na stronie S. 1524 obecna nie nie była;
3) mieszkańcy koloni przebywali w swoich zabudowaniach do 1946 p., kiedy oni zostali deportowanym.

Naprawdę prawie wszyscy Polacy żyły w miejscu cały czas do nawrotu na ojczyznę w 1944 roku. Ukraińscy sąsiedzi im pomagały wywieźć majątek do wagonów.
W ciągu 1938-1944 p. r. ofiarą międzynarodowego przeciwstawiania się można nazwać tylko letniego Polaka, jeśli wogóle on zginął> zabity przez upowców, chociaż, być może, umarł swoją śmiercią.

Za S.: 25+? Polaków.




Książka nowa
Rok wydania: 2008 Łuck
Stron numerowanych: 312
Format: 145 x 200
Papier: offsetowy
Nakład: jedyne 300 egzemplarzy
Autor: Іван ПУЩУК
Język: ukraiński




podobne do ostatnio oglądanych na Allegro zobacz więcej aktualnych ofert