szukana oferta jest nieaktualna - może podobny przedmiot? zobacz więcej aktualnych ofert

Tabliczki z DAG Fabrik - ORGINALNE (620195632)



Kup teraz: 3,00 zł

Nie było ofert kupna

Zakończona o 11:02 dnia 05.05.2009 r.

Kategoria: Dokumenty
Lokalizacja: Muszyna


Zobacz aktualne oferty
aktualne przedmioty sprzedającego

Parametry

oferta nr 620195632


Opis

Witam wszystkich.

Mam do sprzedania kilka kompletów TABLICZEK (JEDEN KOMPLET TO 2
tabliczki) z Bydgoskiego DAG Fabrik,ale i nie tylko.Część tabliczek pochodzi z  Bydgoszczy - o czym świadczą wybite napisy w jęz. niemieckim BROMBERG, reszta z Gdańska - DANZIG
 
Oto treści tabliczek ''otwierających" spis imion i nazwisk
Tabliczki te zawierają dane zakładów takie jak - NAZWA, BRANŻA, ADRES ...
W CAŁEJ KOLEKCJI (OK 2000TYŚIĄCE TABILCZEK) JEST ICH OK 15
DO TABICZEK OTWIERAJĄCYCH SPIS DOŁACZONE SĄ TABILCZKI IMIENNE ZAŁĄCZONE NA ZDJĘCIU PONIŻEJ
TABLICZKI ZAWIERAJĄCE DANE ZAKŁADÓW NIE SĄ NA SPRZEDARZ !!!
 
"FABRIK FUR HOLZBOARBEITURGSMASCHINEN C.BLUMWE&SOHN A.G BROMBERG LUDENDERFSTRASSE 53"
Oto treść jednej z tabliczki - dot. BYDGOSZCZY

 Tabliczki z okolic Gdańska - DANZIG.
"AKTIENGESELLSCHAFT THOMAS THS.SABROE CO LTD. EIS-U KUHLMASCHINENFABRIK DANEMARK"

*****
"Chemische Fabrik Florsheim a. Main
Dt.B Frankfurt a.M
Ps dtc.432
160/1100"

Tabliczki z Gdańska to świadectwo pracy ludzi zatrudnionych dla niemieckiego przemysłu wojskowego, spożywczego oraz wytwórczego - produkcja chemiczna zakłady slusarskie, piekarnie, masarnie... itp.Wszystko było podporządkowane pośrednio lub bezpośrednio wspieraniu niemieckiej machiny wojennej.
Aukcja tylko dla poważnych allegrowiczów, dla niewtajemniczonych krotka historia poniżej. Cena za komplet 15zl
 100% orginal. Odkupiony wykopek.

ZDJĘCIA PRZEDSTAWIAJĄ OCZYSZCZONE JUŻ TABLICZKI, SPRZEDAJĘ JE W NIECO ''ZABŁOCONYM'' STANIE - DO SAMODZIELNEGO CZYSZCZENIA

TABLICZKI SĄ PAKOWANE PRZYPADKOWO PONIEWAŻ W KOLEKCJI POSIADAM OK 2000 TABLICZEK I NIE SĄ POSEGREGOWANE

KLIKAJĄC NA KUP TERAZ ZAKUPUJESZ KOMPLET 2 TABLICZEK



JEŚLI JESTEŚ ZAINTERESOWANY ZAKUPEM WIĘKSZEJ ILOŚCI - NAPISZ EMAILA I WYSTAWIĘ DLA CIEBIE NA ALLEGRO DOWOLNĄ LICZBĘ TABLICZEK DO ZAKUPU W OPCJI KUP TERAZ

''LEGALNA FORMA WIADOMOŚCI
NIE ŁAMIĄCA REGULAMINU ALLEGRO"


Więcej zdjęć - kliknij na link lub skopiuj i otwórz

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548960_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548914_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548934_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553367_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553319_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553330_o.jpg


D.A.G-Fabrik Bromberg - to niemiecki zakład produkcji prochu i amunicji wzniesiony w południowo wschodniej części Bydgoszczy w okresie II Wojny Światowej. W szczytowym okresie rozwoju zatrudniał tysiące bydgoszczan oraz jeńców i pracowników przymusowych z całej europy, nadzorowanych przez niemiecką kadrę naukowo-techniczną, dostarczając szeroki asortyment materiałów wybuchowych dla hitlerowskiej machiny wojennej. Przebiegająca południkowo eksterytorialna linia kolejowa determinowała podział zakładu na dwa obszary:

1. Zachodni nosił nazwę D.A.G I-Kaltwasser lub Bauleitung I, dzielił się na wydziały:

- NC-Betrieb (wytwórnia nitrocelulozy)

- POL-Betrieb (wytwórnia prochu)

- NGL-Betrieb (wytwórnia nitrogliceryny)

2. Wschodni D.A.G II-Brahnau lub Bauleitung II, dzielił się na wydziały:

- TRI-Betrieb(wytwórnia kruszących materiałów wybuchowych)

- DI-B-Betrieb(wytwórnia kruszących materiałów wybuchowych)

- Fulstelle (elaboracja amunicji)
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=486646

Na większości tabliczek jest tylko imię i nazwisko. Są Polacy, Rosjanie,
Francuzi, Hiszpanie, Holendrzy, Duńczycy. W sumie 14 europejskich
narodowości. Znalazł się nawet jeden Amerykanin. Cynkowe blaszki mają 11 na
5,5 cm. Tyle zostało z kilkuletniej, przymusowej pracy "u Niemca" w
zakładach chemicznych w Łęgnowie (Brahnau) koło Bydgoszczy.

Inne tabliczki zawierają więcej danych - stan cywilny, adres, datę
przyjęcia do zakładu, rodzaj wykonywanej pracy i jej znaczenie dla
produkcji. W sumie jest ich 2 tys., ale to tylko część, gdyż pozostałych
nie udało się odnaleźć.

NIEMIECKA DOKŁADNOŚĆ

W Łęgnowie pracownicy produkowali materiały wybuchowe na potrzeby III
Rzeszy. O tabliczkach jednak nie wiedzieli. A jednak każdy miał swoją
cynkową blaszkę. Tylko po co?
- Niemcy mieli jakieś plany wobec pracowników zakładu - Aurelia Czajkowska. W Łęgnowie pracowała przy produkcji prochu, jak
większość. Mieszkała w przyzakładowym obozie. - Co chcieli z nami zrobić?
Jaki los nas czekał? Przeniesienie do innego zakładu, wywiezienie w głąb
Rzeszy, a może śmierć?
Zdaniem Lucjana Nowaka, tabliczki są kolejnym dowodem na niemiecką
dokładność.
- Widać, że byliśmy pod pełną kontrolą - uważa Nowak. Do zakładu dojeżdżał
pociągiem z Nakła. O 3.30. Był ślusarzem.
Bernard Strógalski, (elektryk, zatrudniony przy budowie dźwigów, mieszkał
w Bydgoszczy) pamięta, jak w 1944 r. Niemcy wprowadzili zarządzenie o
obowiązkowej nauce języka niemieckiego. Nie powiedzieli tylko, w jakim
celu.

30 TYS. PRACOWNIKÓW

Sensacyjne odkrycie to efekt przypadku.
- W 1987 r. pierwsze tabliczki znalazły dzieci, bawiące się na terenie
zakładu. Planowe poszukiwania rozpoczęliśmy kilka lat później. Muzeum
wyznaczyło do tego jednostkę wojskową - opowiada inżynier Zbigniew Gruszka.
- Wszystkie tabliczki odkopano w pobliżu pętli tramwajowej w Łęgnowie.
Odnalezienie tabliczek było dla inżyniera Gruszki dopiero początkiem
pracy. Najpierw musiał określić ich pochodzenie, zewidencjonować i zestawić
z danymi archiwalnymi. Potem rozpoczął poszukiwania ludzi z tabliczek.
Pisał listy, telefonował, jeździł po całej Polsce. Czasem pod wymienionym
adresem nie znajdował nikogo albo w ogóle takiego adresu nie było. Jeśli
budynek przetrwał wojnę i późniejszy okres przebudowy, zmianie ulegała
nazwa ulicy. Niekiedy wymieniona osoba już nie żyła i musiał zadowolić się
relacją rodziny.
Po wojnie, kiedy Polacy wznowili produkcję w zakładach chemicznych,
Zbigniew Gruszka zatrudnił się w dziale materiałów wybuchowych, w końcu
zajął się projektowaniem. Przez kilka ostatnich lat, już na emeryturze,
ustalił ponad 900 nazwisk z tabliczek. Podzielił je według narodowości,
grup wiekowych.
- Lista jest niepełna. Z kilku moich wachmanów odnalazłem tylko jednego -
komentuje Lucjan Nowak.
Zbigniew Gruszka pokazuje niemiecki dokument, z datą 2 marca 1943 r.
Został wystawiony tuż przed uruchomieniem w zakładzie walcowni prochu.
Wymienia prawie 10 tys. osób - 7400 zatrudnionych przy budowie, 2500 przy
produkcji.
Inżynier Gruszka twierdzi, że pracowników przymusowych było znacznie
więcej, nawet 30 tys.

OBÓZ KARNY

Budowę zakładów chemicznych w Łęgnowie Niemcy rozpoczęli w 1940 r. Liczyły
23 kilometry kw., 1500 budynków, 35 kilometrów torów kolejowych, sześć
dworców. Przez środek zakładu przechodziła magistrala Śląsk - Porty.
Za ogrodzeniem stały baraki - 100 murowanych, parterowych i 16
drewnianych. Były przeznaczone dla pracowników ściągniętych z dalszych
miejscowości, a przede wszystkim więźniów obozów koncentracyjnych.
Większość pracowników stanowili Polacy - ponad 50 proc. Potem byli Niemcy
(głównie wykwalifikowani robotnicy z Rzeszy), Rosjanie i inne narodowości.
Szczególną grupę stanowiły Żydówki. Ich tabliczek nie odnaleziono.
- Żydówki były odizolowane od reszty więźniów. Kierowano je do najgorszych
robót - kopały rowy, kładły tory i kable - mówi Zbigniew Gruszka. - Za
pomoc więźniarkom można było trafić do obozu karnego, który znajdował się
na terenie zakładu.
Kary były też za inne przestępstwa. W niemieckiej dokumentacji
wyszczególniono: 71 za bumelanctwo, cztery za palenie papierosów. Reszta to
kradzież i niszczenie sprzętu. "Najaktywniejsi" byli Polacy.
- Pracowaliśmy, bo nam kazali, ale... Wystarczyło włożyć śrubkę i już
maszyny stawały - uśmiecha się Lucjan Nowak. - Jednego dnia spóźniłem się
do pracy, bo zaspałem. 10 dni spędziłem w obozie.
Strógalski trafił do obozu na jeden dzień, za zwymyślanie Niemca.
Obaj mieli szczęście. Za kilka przewinień mogli zostać wywiezieni do KL
Stutthof.

ZATRUCIA I OPARZENIA

Do dziś poszkodowani nie dostają ani renty, ani emerytury za pracę w
Łęgnowie. Odnalezione tabliczki są dla nich jedyną szansą. Żadne dokumenty,
z wyjątkiem niemieckich blankietów podatkowych, nie zachowały się.
Muzeum Tradycji Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy, gdzie znajdują
się tabliczki, może wystawić byłym pracownikom odpowiednie zaświadczenie.
Tabliczka z nazwiskiem jest przecież dowodem konkretnym. Jednak nie dla
wszystkich. Stowarzyszenia poszkodowanych przez nazistowski reżim uważają,
że kawałki blachy nie mogą być dokumentem w sprawie. Stanowią jedynie
pomocniczy ślad. Jedynym uznawanym potwierdzeniem czyjegoś zatrudnienia są
akta, wystawione przez zakład pracy. Muszą być na nich dwie informacje -
data rozpoczęcia i zakończenia pracy.
Tu pojawia się problem kolejny. Większość poszkodowanych pracowała do
końca istnienia zakładu.
- Kiedy Rosjanie podchodzili pod Bydgoszcz, Niemcy uciekli. Nawet, gdyby
zachowały się jakieś nasze dokumenty, nie byłoby na nich daty zakończenia
pracy - zauważa Aurelia Czajkowska.
Byli przymusowi pracownicy liczą na odszkodowania od państwa niemieckiego,
spadkobiercy III Rzeszy. Tylko jeśli w Polsce nie można uznać praw
Praca w Zakladach
Warunki pracy były skandaliczne - mówi Lucjan Nowak. - Przy produkcji
prochu cały czas wydzielały się trujące substancje. Nie było żadnych
zabezpieczeń.
- Proch często wybuchał, średnio trzy, cztery razy na jednej zmianie -
Wybuch następował nagle, człowiek nie miał
gdzie uciekać. Wystarczyło, że piasek dostał się do maszyn. Było wiele
oparzeń.
Praca w zakładzie trwała 10 godzin, pod koniec wojny nawet 12. Zarobki
Polaków wynosiły średnio 15 marek na tydzień. Wysokość wypłaty, a właściwie
jałmużny, zależała od narodowości. Litwin, pracujący w kotłowni, dostawał
prawie 10 marek więcej. Tak samo było z jedzeniem.
Do pracy w zakładzie Niemcy zmuszali nawet
14-letnie dzieci.

Podsumowanie

Takie same tabliczki, jak w Łęgnowie, odnaleziono w bliźniaczym obozie -
Christianstadt (Krzystkowice) nad Bobrem, koło Zielonej Góry. Znalazły się
na nich informacje o narodowości. Rozróżnienie było proste, na trzy grupy -
Deutsch, Pole, Auslander (Niemiec, Polak, Obcokrajowiec).
Oba zakłady, w Łęgnowie i w Krzystkowicach należały do DAG (Dynamite
Aktien Gesellschaft), założonej przez... Alfreda Nobla.
W czasie wojny firma podlegała Ministerstwu Obrony Rzeszy, którym kierował
Albert Speer. Produkowała prochy artyleryjskie, bomby, głowice do pocisków.
W całej Rzeszy produkowano 12 tys. ton prochów, w Bydgoszczy 2 tys.
DAG istnieje do dziś. Swoją siedzibę, tak jak w czasie wojny, ma w
Troisdorf, koło Koloni.



Dodano 2009-04-27 19:00
G.Krager
Fabrik fur Werkzeugmaschinen A.G
160/891 Berlin S0 17
Krautstrasse 52
rb


podobne do ostatnio oglądanych na Allegro zobacz więcej aktualnych ofert