szukana oferta jest nieaktualna - może podobny przedmiot? zobacz więcej aktualnych ofert

Tabliczki z DAG Fabrik oraz Danzig - ORGINALNE (623605736)



Kup teraz: 15,00 zł

Sprzedane przez "Kup teraz"

Zakończona o 13:49 dnia 09.05.2009 r.

Kategoria: Dokumenty
Lokalizacja: Muszyna


Zobacz aktualne oferty
aktualne przedmioty sprzedającego

Parametry

oferta nr 623605736


Opis

Witam wszystkich.

Mam do sprzedania kilka kompletów TABLICZEK
(JEDEN KOMPLET TO 1
0 tabliczek)
z Bydgoskiego DAG Fabrik,ale i nie tylko.Część tabliczek pochodzi z  Bydgoszczy - o czym świadczą wybite napisy w jęz. niemieckim BROMBERG reszta zaś z okolic Gdańska - DANZIG.

Tabliczki  są świadectwem pracy ludzi zatrudnionych dla niemieckiej machiny wojennej - głównie fabryki chemiczne produkujące materiały wybuchowe oraz ich półprodukty


"FABRIK FUR HOLZBOARBEITURGSMASCHINEN C.BLUMWE&SOHN A.G BROMBERG LUDENDERFSTRASSE 53"

"AKTIENGESELLSCHAFT THOMAS THS.SABROE CO LTD. EIS-U KUHLMASCHINENFABRIK DANEMARK"

"Chemische Fabrik Florsheim a. Main Dt.B Frankfurt a.M Ps dtc.432 160/1100"

"G.Krager Fabrik fur Werkzeugmaschinen A.G 160/891 Berlin S0 17 Krautstrasse 52 rb"

Aukcja tylko dla poważnych allegrowiczów, dla niewtajemniczonych krotka historia poniżej. Cena za komplet 15zl
 100% orginal. Odkupiony wykopek.

ZDJĘCIA PRZEDSTAWIAJĄ OCZYSZCZONE JUŻ TABLICZKI, SPRZEDAJĘ JE W NIECO ''ZABŁOCONYM'' STANIE - DO SAMODZIELNEGO CZYSZCZENIA

TABLICZKI SĄ SPAKOWANE PRZYPADKOWO I NIE MA MOŻLIWOŚCI ICH PONOWNEGO PRZESORTOWANIA - OZNACZA TO, ŻE OTRZYMUJESZ "MIX" TABLICZEK DAG+DANZIG LUB TYLKO DAG BĄDŹ TYLKO DANZIG

 W KOLEKCJI POSIADAM OK 2000 TABLICZEK I NIE SĄ POSEGREGOWANE



KLIKAJĄC NA KUP TERAZ ZAKUPUJESZ KOMPLET 10 TABLICZEK
JEDNOCZEŚNIE AKCEPTUJĄC OPISANE WYŻEJ FAKTY


JEŚLI JESTEŚ ZAINTERESOWANY ZAKUPEM WIĘKSZEJ ILOŚCI - NAPISZ EMAILA I WYSTAWIĘ DLA CIEBIE NA ALLEGRO DOWOLNĄ LICZBĘ TABLICZEK DO ZAKUPU W OPCJI KUP TERAZ

''LEGALNA FORMA WIADOMOŚCI
NIE ŁAMIĄCA REGULAMINU ALLEGRO"


Więcej zdjęć - kliknij na link lub skopiuj i otwórz

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548960_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548914_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250548934_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553367_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553319_o.jpg

http://img.auctiva.com/imgdata/1/0/7/8/7/0/1/webimg/250553330_o.jpg


D.A.G-Fabrik Bromberg - to niemiecki zakład produkcji prochu i amunicji wzniesiony w południowo wschodniej części Bydgoszczy w okresie II Wojny Światowej. W szczytowym okresie rozwoju zatrudniał tysiące bydgoszczan oraz jeńców i pracowników przymusowych z całej europy, nadzorowanych przez niemiecką kadrę naukowo-techniczną, dostarczając szeroki asortyment materiałów wybuchowych dla hitlerowskiej machiny wojennej. Przebiegająca południkowo eksterytorialna linia kolejowa determinowała podział zakładu na dwa obszary:

1. Zachodni nosił nazwę D.A.G I-Kaltwasser lub Bauleitung I, dzielił się na wydziały:

- NC-Betrieb (wytwórnia nitrocelulozy)

- POL-Betrieb (wytwórnia prochu)

- NGL-Betrieb (wytwórnia nitrogliceryny)

2. Wschodni D.A.G II-Brahnau lub Bauleitung II, dzielił się na wydziały:

- TRI-Betrieb(wytwórnia kruszących materiałów wybuchowych)

- DI-B-Betrieb(wytwórnia kruszących materiałów wybuchowych)

- Fulstelle (elaboracja amunicji)
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=486646

Na większości tabliczek jest tylko imię i nazwisko. Są Polacy, Rosjanie,
Francuzi, Hiszpanie, Holendrzy, Duńczycy. W sumie 14 europejskich
narodowości. Znalazł się nawet jeden Amerykanin. Cynkowe blaszki mają 11 na
5,5 cm. Tyle zostało z kilkuletniej, przymusowej pracy "u Niemca" w
zakładach chemicznych w Łęgnowie (Brahnau) koło Bydgoszczy.

Inne tabliczki zawierają więcej danych - stan cywilny, adres, datę
przyjęcia do zakładu, rodzaj wykonywanej pracy i jej znaczenie dla
produkcji. W sumie jest ich 2 tys., ale to tylko część, gdyż pozostałych
nie udało się odnaleźć.

NIEMIECKA DOKŁADNOŚĆ

W Łęgnowie pracownicy produkowali materiały wybuchowe na potrzeby III
Rzeszy. O tabliczkach jednak nie wiedzieli. A jednak każdy miał swoją
cynkową blaszkę. Tylko po co?
- Niemcy mieli jakieś plany wobec pracowników zakładu - Aurelia Czajkowska. W Łęgnowie pracowała przy produkcji prochu, jak
większość. Mieszkała w przyzakładowym obozie. - Co chcieli z nami zrobić?
Jaki los nas czekał? Przeniesienie do innego zakładu, wywiezienie w głąb
Rzeszy, a może śmierć?
Zdaniem Lucjana Nowaka, tabliczki są kolejnym dowodem na niemiecką
dokładność.
- Widać, że byliśmy pod pełną kontrolą - uważa Nowak. Do zakładu dojeżdżał
pociągiem z Nakła. O 3.30. Był ślusarzem.
Bernard Strógalski, (elektryk, zatrudniony przy budowie dźwigów, mieszkał
w Bydgoszczy) pamięta, jak w 1944 r. Niemcy wprowadzili zarządzenie o
obowiązkowej nauce języka niemieckiego. Nie powiedzieli tylko, w jakim
celu.

30 TYS. PRACOWNIKÓW

Sensacyjne odkrycie to efekt przypadku.
- W 1987 r. pierwsze tabliczki znalazły dzieci, bawiące się na terenie
zakładu. Planowe poszukiwania rozpoczęliśmy kilka lat później. Muzeum
wyznaczyło do tego jednostkę wojskową - opowiada inżynier Zbigniew Gruszka.
- Wszystkie tabliczki odkopano w pobliżu pętli tramwajowej w Łęgnowie.
Odnalezienie tabliczek było dla inżyniera Gruszki dopiero początkiem
pracy. Najpierw musiał określić ich pochodzenie, zewidencjonować i zestawić
z danymi archiwalnymi. Potem rozpoczął poszukiwania ludzi z tabliczek.
Pisał listy, telefonował, jeździł po całej Polsce. Czasem pod wymienionym
adresem nie znajdował nikogo albo w ogóle takiego adresu nie było. Jeśli
budynek przetrwał wojnę i późniejszy okres przebudowy, zmianie ulegała
nazwa ulicy. Niekiedy wymieniona osoba już nie żyła i musiał zadowolić się
relacją rodziny.
Po wojnie, kiedy Polacy wznowili produkcję w zakładach chemicznych,
Zbigniew Gruszka zatrudnił się w dziale materiałów wybuchowych, w końcu
zajął się projektowaniem. Przez kilka ostatnich lat, już na emeryturze,
ustalił ponad 900 nazwisk z tabliczek. Podzielił je według narodowości,
grup wiekowych.
- Lista jest niepełna. Z kilku moich wachmanów odnalazłem tylko jednego -
komentuje Lucjan Nowak.
Zbigniew Gruszka pokazuje niemiecki dokument, z datą 2 marca 1943 r.
Został wystawiony tuż przed uruchomieniem w zakładzie walcowni prochu.
Wymienia prawie 10 tys. osób - 7400 zatrudnionych przy budowie, 2500 przy
produkcji.
Inżynier Gruszka twierdzi, że pracowników przymusowych było znacznie
więcej, nawet 30 tys.

OBÓZ KARNY

Budowę zakładów chemicznych w Łęgnowie Niemcy rozpoczęli w 1940 r. Liczyły
23 kilometry kw., 1500 budynków, 35 kilometrów torów kolejowych, sześć
dworców. Przez środek zakładu przechodziła magistrala Śląsk - Porty.
Za ogrodzeniem stały baraki - 100 murowanych, parterowych i 16
drewnianych. Były przeznaczone dla pracowników ściągniętych z dalszych
miejscowości, a przede wszystkim więźniów obozów koncentracyjnych.
Większość pracowników stanowili Polacy - ponad 50 proc. Potem byli Niemcy
(głównie wykwalifikowani robotnicy z Rzeszy), Rosjanie i inne narodowości.
Szczególną grupę stanowiły Żydówki. Ich tabliczek nie odnaleziono.
- Żydówki były odizolowane od reszty więźniów. Kierowano je do najgorszych
robót - kopały rowy, kładły tory i kable - mówi Zbigniew Gruszka. - Za
pomoc więźniarkom można było trafić do obozu karnego, który znajdował się
na terenie zakładu.
Kary były też za inne przestępstwa. W niemieckiej dokumentacji
wyszczególniono: 71 za bumelanctwo, cztery za palenie papierosów. Reszta to
kradzież i niszczenie sprzętu. "Najaktywniejsi" byli Polacy.
- Pracowaliśmy, bo nam kazali, ale... Wystarczyło włożyć śrubkę i już
maszyny stawały - uśmiecha się Lucjan Nowak. - Jednego dnia spóźniłem się
do pracy, bo zaspałem. 10 dni spędziłem w obozie.
Strógalski trafił do obozu na jeden dzień, za zwymyślanie Niemca.
Obaj mieli szczęście. Za kilka przewinień mogli zostać wywiezieni do KL
Stutthof.

ZATRUCIA I OPARZENIA

Do dziś poszkodowani nie dostają ani renty, ani emerytury za pracę w
Łęgnowie. Odnalezione tabliczki są dla nich jedyną szansą. Żadne dokumenty,
z wyjątkiem niemieckich blankietów podatkowych, nie zachowały się.
Muzeum Tradycji Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy, gdzie znajdują
się tabliczki, może wystawić byłym pracownikom odpowiednie zaświadczenie.
Tabliczka z nazwiskiem jest przecież dowodem konkretnym. Jednak nie dla
wszystkich. Stowarzyszenia poszkodowanych przez nazistowski reżim uważają,
że kawałki blachy nie mogą być dokumentem w sprawie. Stanowią jedynie
pomocniczy ślad. Jedynym uznawanym potwierdzeniem czyjegoś zatrudnienia są
akta, wystawione przez zakład pracy. Muszą być na nich dwie informacje -
data rozpoczęcia i zakończenia pracy.
Tu pojawia się problem kolejny. Większość poszkodowanych pracowała do
końca istnienia zakładu.
- Kiedy Rosjanie podchodzili pod Bydgoszcz, Niemcy uciekli. Nawet, gdyby
zachowały się jakieś nasze dokumenty, nie byłoby na nich daty zakończenia
pracy - zauważa Aurelia Czajkowska.
Byli przymusowi pracownicy liczą na odszkodowania od państwa niemieckiego,
spadkobiercy III Rzeszy. Tylko jeśli w Polsce nie można uznać praw
Praca w Zakladach
Warunki pracy były skandaliczne - mówi Lucjan Nowak. - Przy produkcji
prochu cały czas wydzielały się trujące substancje. Nie było żadnych
zabezpieczeń.
- Proch często wybuchał, średnio trzy, cztery razy na jednej zmianie -
Wybuch następował nagle, człowiek nie miał
gdzie uciekać. Wystarczyło, że piasek dostał się do maszyn. Było wiele
oparzeń.
Praca w zakładzie trwała 10 godzin, pod koniec wojny nawet 12. Zarobki
Polaków wynosiły średnio 15 marek na tydzień. Wysokość wypłaty, a właściwie
jałmużny, zależała od narodowości. Litwin, pracujący w kotłowni, dostawał
prawie 10 marek więcej. Tak samo było z jedzeniem.
Do pracy w zakładzie Niemcy zmuszali nawet
14-letnie dzieci.

Podsumowanie

Takie same tabliczki, jak w Łęgnowie, odnaleziono w bliźniaczym obozie -
Christianstadt (Krzystkowice) nad Bobrem, koło Zielonej Góry. Znalazły się
na nich informacje o narodowości. Rozróżnienie było proste, na trzy grupy -
Deutsch, Pole, Auslander (Niemiec, Polak, Obcokrajowiec).
Oba zakłady, w Łęgnowie i w Krzystkowicach należały do DAG (Dynamite
Aktien Gesellschaft), założonej przez... Alfreda Nobla.
W czasie wojny firma podlegała Ministerstwu Obrony Rzeszy, którym kierował
Albert Speer. Produkowała prochy artyleryjskie, bomby, głowice do pocisków.
W całej Rzeszy produkowano 12 tys. ton prochów, w Bydgoszczy 2 tys.
DAG istnieje do dziś. Swoją siedzibę, tak jak w czasie wojny, ma w
Troisdorf, koło Koloni.




podobne do ostatnio oglądanych na Allegro zobacz więcej aktualnych ofert