Nowak ŻYCIE ZWYKŁEGO CZŁOWIEKA Wrocław Śląsk (868752812)



Nie było ofert kupna

Zakończona o 23:56 dnia 27.01.2010 r.

Lokalizacja: tylko wysyłka


Zobacz aktualne oferty
aktualne przedmioty sprzedającego

Parametry

oferta nr 868752812


Opis

xxx

Zobacz też inne półki naszego allegrowego antykwariatu:
dla dzieci przygodowe humor
powiesci historyczne proza komiksy
naukowe antykwariat sport, wedkarstwo,
myslistwo, lotnictwo
tematyczne w tym: podroznicze biograficzne
historyczne w tym: II wojna swiatowa dzieje najnowsze
Wszystkie nasze aukcje znajdziesz tu: aukcje Parzival
(po lewej stronie znajduje sie menu ulatwiajace poruszanie sie w kategoriach)

xxx

Józef Nowak
ŻYCIE ZWYKŁEGO CZŁOWIEKA

WL 1984, 196s., wyd. I, nakład 10 tys. egz.

Józef Nowak (rocznik 1915) – kowal, ślusarz, jubiler, grafik; dzieciństwo i sporą część życia spędził w Rytrze. Wydał wspomnienia ŻYCIE ZWYKŁEGO CZŁOWIEKA, w których poza dziecińswtem opisuje także późniejsze lwoje losy. Trochę oczywiście o wojnie, bardzo dużo o wyjeździe na Ziemie Odzyskane i zadomowieniu we Wrocławiu.

Fragment dot. wioski dzieciństwa: "(...) Wioska Rytro, której centrum usadowiło się nad brzegami potoka Roztoka, ma przysiółki z domostwami rozrzucone po otaczających dolinę górach. I tak: w górnym biegu potoku na jednym jego brzegu rozsiadła się Roztoka Wielka, na drugim zaś Roztoka Ryterska; po tej stronie jest góra nazwana Połom, z przysiółkami Połom Wyżną, Połom Niżna i Majchry, naprzeciwko zaś góra z przysiółkami Obłazy Ryterskie, Mikołoska, Żłobina. Po drugiej stronie Popradu usadowiła się miejscowość Sucha Struga, dalej Życzanów, a ponad górą Żarnowiec, za jej plecami, wznosi się 949 metrów ponad poziom morza góra Makowica.

Wioska jest rozrzucona, i tak była biedna, bo ziemia na stokach górskich, nieodpowiednio uprawiana, niewiele z siebie dawała.

Przemysłu ani na miejscu, ani w pobliżu nie było. Jedynym źródłem zarobku, ale tylko dla wybranych, był tartak parowy, usytuowany nad brzegiem Popradu na wysokości stacji kolejowej. Tartak należał do hrabiego Stadnickiego i zatrudniał sporo robotników. Natomiast drugi tartak i młyn, zbudowane pod jednym dachem, napędzane były wodą z rzeczki Młynówki będącej odnogą potoku Roztoka, a należały do człowieka, który w większości zatrudniał członków własnej rodziny.

Nieco poniżej, opodal mostu kolejowego, był jeszcze drugi młyn napędzany kołem wodnym. Niewiele jednak mogły zatrudnić robotników te trzy zakłady. Część mężczyzn pracowała zatem w leśnictwie, przy wyrębie lasu i przygotowaniu ściętego drzewa do transportu konnego. Drzewo ładowano na wozy i transportowano na plac przed tartakiem. Tam, odpowiednio posegregowane, jedne kloce szły pod traki i były rżnięte na deski, inne, powiązane w tratwy, spławiane były wodami Popradu przez flisaków do Dunajca, a następnie dalej do Wisły i w głąb Polski, czasami nawet do Gdańska.

Przysiółki Rytra składały się z domostw rozrzuconych szeroko, a czasami po kilka przytulonych do siebie, i znów dalej kilka, w zależności od lokalizacji gruntu właściciela, a nieraz postawione tam, gdzie, jak mówią miejscowi ludzie, więcej słońca, a wiatr mniej duje. A trzeba przyznać, że wiatry ryterskie znane są dobrze, szczególnie jesienią i zimą. Tak porywistych nie spotkasz gdzie indziej. (...)

Moje nauczycielki liczyły, że po ukończeniu szkoły podstawowej będę chodził do gimnazjum w Nowym Sączu. Tymczasem jednak nie mieliśmy pieniędzy nawet na podręczniki i zeszyty potrzebne do siódmej klasy. Latałem więc na stację do każdego przychodzącego pociągu, aby zarobić parę groszy za odniesienie bagażu letnikom przyjeżdżającym do Rytra. Chodziłem również z butelkami do Głębokiego za Młodowem, do źródła z wodą mineralną, nazywaną kwaśną wodą. Wodę tę chętnie pili letnicy, płacąc pięć lub dziesięć groszy za butelkę. Niewiele to było, ale myśl, że pieniędzy potrzebnych na książki inaczej nie zdobędę, pędziła mnie po wodę nieraz dwa razy dziennie, co wynosiło łącznie 16km.

Trochę lepiej można było zarobić chodząc do lasu na czarne jagody, poziomki, maliny i jeżyny. Chodziłem więc z siostrą Marysią w lasy na Roztokę Ryterską i dalej. Wychodziliśmy o czwartej rano, aby po przejściu 6 kilometrów nazbierać malin, wrócić do domu i zanieść jeszcze maliny do Starego Sącza. W ten sposób robiliśmy dziennie po 18-20 kilometrów, nie licząc samego zbierania owoców. Ale uskładałem sobie niezbędną ilość pieniędzy na książki i zostało jeszcze coś na buty i na inne domowe potrzeby. (...)

Teraz wychodzę sobie na taras swego domu i patrzę na ruiny XIII-wiecznego zamku. Chciałbym, aby znalazł się ktoś, kto je zabezpieczy. Po lewej stronie widzę górę Żarnowiec, porośniętą bukami, które obecnie leśnicy przerzedzają. Szkoda, bo pozostaną łyse polany, nim zazielenia się młode drzewka. Pod Żarnowcem i Górą Zamkową płynie bystro Poprad. Po prawej stronie widnieje góra Połom, gdzie się urodziłem. Stoi tam obecnie maszt anteny przekaźnika telewizyjnego – w miejscu gdzie na ławce obróconej do góry nogami zjeżdżaliśmy z kolegami po ziarenka buka na dół. U podnóża Połomi po torze kolejowym jedzie pociąg z Tarnowa do Krynicy, ścigając się z jadącym obok po szosie autobusem PKS. Może w tym pociągu jedzie Dorotka — do babuni i dziadziusia(...)
".

ZOBACZ MOJE AUKCJE KSIĄZEK O PODOBNEJ TEMATYCE (PORTRETY, WSPOMNIENIA, HISTORIE MIEJSKIE i SZLACHECKIE)
http://www.allegro.pl/search.php?string=MIEJSKIE&description=1&us_id=1877036&country=1

stan: BDB

2007-05519 B isbn

Korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.